Ostatnie miesiące byłam zajęta sprawami dnia codziennego, że nie miałam czasu do napisania nowych notek. Jednak mogliście zauważyć lub nie, że od jakiegoś czasu zaczynam nadrabiać zaległości i trochę się tu zmieniło.

Co robiłam na blogu?

  • Nowych wpisów nie było, ale mogliście dostrzec zmianę motywu bloga. Uzupełniłam też niektóre treści.
  • Zrobiłam optymalizacje strony, aby była lżejsza, działa szybciej i sprawniej.
  • Z boku dodałam stały dostęp do list, że zawsze będą na widoku i łatwo będzie można je znaleźć.
  • Spisałam też wszystkie szczegóły, które można by poprawić. W swoich planach uwzględniłam też sugestię, które pojawiły się w międzyczasie na blogu i poza nim, za które też dziękuje.
  • Zrobiłam porządki w kategorii pozostałe pomysły i przeniosłam część już do odpowiednich kategorii. W ciągu kilku miesięcy zaczną pojawiać się nowe pomysły, które będę co jakiś czas dodawać. Proces ten trochę potrwa, bo niestety na bloga, mogę poświęcić już tylko określoną ilość czasu.
  • Liczyłam. Na dziś dzień, mogę dodać, że przeglądając listy znajdziecie około. 400 pomysłów, mam nadzieje, że jest w czym wybierać i co próbować niezależnie w jakim zakątku Polski czy świata się mieszkacie.

Co robiłam jesienią?

Grzybobranie

Jesienią chodziłam głównie na grzybobrania, w zeszłym roku las wyjątkowo obrodził. Grzybów do następnego sezonu z pewnością mi nie zabraknie.

Niektórzy pytali, na co mi tyle grzybów?  Co z nimi robić?

Z mrożonych grzybów, co jakiś czas robię sobie ulubiony, prosty sosik z: cebulką, pomidorami i wędzoną kiełbasą lub końcówkami kiełbas, które zostały w lodówce z ziemniakami. Często uważam też grzybów, jako farsz do pierogów (uwielbiam pierogi z grzybami), krokietów albo na pizze.

Co robiłam w okresie świąt?

Zmagaliśmy się z ponownym odpaleniem lampek na naszej podwórkowej choince, na której znajdowało się kilka tysięcy światełek, wiele kabli wymagało naprawy, a czas był tylko w weekendy, ale udało się sporo odzyskać.

Świata same w sobie raz w życiu spędziłam, co ciekawe na spokojnie, bo wszystko udało się  w miarę wcześniej przygotować. Nie rozpaczałam, jak w innym roku, że nic nie wychodzi: placek-zakalec, krem-nie trzyma pionu, a kotlety-spalone.

Choinka na podwórku.

Przygotowałam inne ciasta niż zwykle. Nie dlatego że ostatnim razem nie wyszły, bo zwykle wychodzą, gdyż trzymam się tych bez pieczenia. Po prostu, chciałam spróbować czegoś nowego.

Tak, więc poszukałam i wybrałam 2 ciasta. Jednym z nich był „Seromak na biszkoptach”. Jak dla mnie, idealne zestawienie. Zainspirowałam się też ciastem „Mikołaj”, jednak zamiast pianko-żelków wybrałam truskawkową galaretkę. Lubię pianki, ale wole je jeść niekoniecznie połączone z ciastem.

Myślę, że warto do świąt podchodzić jednak metodycznie.

Zrobić wcześniej pierogi, zrobić kotlety tak, żeby były tylko do obsmażenia, ugotować wcześniej żurek i przygotować dzień wcześniej ciasta, zaplanować wszystko tak, aby w Wigilie, dopinać wszystko tylko na ostatni guzik.

W zeszłą wigilie miałam tyle czasu, że w pewnej chwili nie miałam, co robić i mogłam sobie zwyczajnie posiedzieć i poczekać na innych z kubkiem kawy w rękach. Myślę, że od tych świąt będę tak planować święta, co roku.

Sylwestra zaś spędziłam w domu w rodzinnym gronie.

Co teraz robię? Oczekuje na sezon i odrobinę słońca.

Nie bardzo jest aktualnie o czym opowiadać, naprawiamy jeden motocykl i czas zlatuje na tym. Niezbyt jestem w temacie naprawiania, więc nie będę się wypowiadać. Czasami gdzieś pojadę, ale pogoda nie sprzyja zbytnio wypadom. Ciągle zimno, wietrznie i mokro. Czekam na wiosnę i słoneczne dni.

Pochwalę się jeszcze, że jakiś czas temu wstawiłam wreszcie wyższe amortyzatory, bo jeździłam na krótszych, przez co teraz, celowo gorzej sięgam nogami ziemi, ale nie przeszkadza mi to już jak na początku i możliwe, że podniosę je kolejne centymetry. W zasadzie ile się da.

Dlaczego tak? Jak już wspomniałam we wpisie o moich początkach, chce iść na kat.A i ćwiczę słabe sięganie. Na razie na tym, co wagowo już ogarniam. Spodziewam się, że przy nauce na kat.A i wolnych manewrach, i tak będę walczyć z wagą Gladiusa, choć może mam większe obawy niż to warte. Zobaczymy.