Jak to się stało, że pokochałam motocykle? (1)

Jak to się stało, że pokochałam motocykle?

Kilka lat temu nie powiedziałabym, że kiedykolwiek wsiądę na motocykl, jak również, że pokocham motocykle. Nawet jako pasażer, zawsze czułam się niekomfortowo. Bałam się, że zlecę, że się poobijam, a w najgorszym scenariuszu, że umrę.

Jak to się stało, że pokochałam motocykle.

Zaczęło się od skutera…

Właściwie zaczęło się od tego, że bałam się nawet jechać skuterem. Wiem, to ma tylko gaz i hamulec, ale jednak ma dwa kółka, rozwija zabójczą prędkość (ok. 50 km/h), nie ma kabiny, a co tu mówić o strefie zgniotu, jak nie ma żadnej. Uważałam, że nigdy nie wsiądę na tą zabójczą maszynę.

Pewnego razu chłopak namówił mnie, że wsiadłam na skuter. W sumie można powiedzieć, że było dosyć śmiesznie, bo zrobiłam coś głupiego, choć mi osobiście nie było wtedy do śmiechu. Nie było przewrotki, inaczej zaszalałam (zachowam to jednak dla siebie).

Jakiś czas później, dostałam do nauki mniejszy skuter. Oczywiście niechętnie wsiadłam, ale z czasem jakoś go polubiłam, bo mogłam go „okiełznać”. Trochę nim pojeździłam, a z czasem zabójcza prędkość przestała być zabójczą. Z upływem czasu zaczęłam też marudzić, że skuter jest za wolny i chce nauczyć się jeździć z biegami.

Nauka na 125-tce

Miał być mały komarek o mniejszej mocy. Pewnego dnia chłopak przyprowadził starą zniszczoną 125-tkę. Zrobił ją do jazdy i stała się motocyklem do nauki, bo wytrzyma moje „katowanie” czyli jazdę na niskich biegach. Skombinował mi niskie siedzenie, żebym lepiej sięgała ziemi nogą (w sumie po przerobieniu i tak sięgałam tylko palcami, ale było zupełnie inaczej niż sięgać słabo jedną nogą).

Niestety nie jestem duża, mam 155 cm wzrostu i krótkie nogi. Przy sięganiu do ziemi na motocyklu, jak dla mnie liczy się jednak długość nogi, a nie wzrost. Mimo, że wielu mówi o wzroście. Wiadomo, że są tacy co są niscy jeżdżą, a do tego wymiatają, jednak jak dla mnie na początek lepiej jednak sięgać jakoś stopami do ziemi.

W sumie byle sięgać palcami, w zasadzie ja tak sięgam i daje radę. Dla przykładu też mężczyzna (z filmu niżej), który daje  sobie radę jak dla mnie z “potworem”. Ma 165 wzrostu, wysokość siedzenia tego motocykla to 80-90 cm, waga tego motoru to 225 kg. Czy niski wzrost i duży motocykl to problem? Jak widać nawet niscy mogą sobie poradzić.

https://www.youtube.com/embed/kRFyw57o_Ic

Moje motocyklowe początki…

Jak wyglądały mój start. Nie mogłam ruszyć z miejsca. Potem jak na nauce jazdy, jeździłam w kółko. Uczyłam się zmieniać biegi, itd. Szybko stwierdziłam, że wole trzymać kierownice. Wierzcie mi lub nie, ale to inne uczucie jak trzyma się kierownice niż bycie pasażerem. Jak dla mnie mniejszy stres. Do dziś nie mam zaufania, jak ktoś inny trzyma kierownice.

Inne wrażenia przy nauce, że motocykl jest bardziej zwinny od skutera i to że wszyscy wokoło się na mnie patrzą. Być może to tylko moja myśl, ale na początku odnosiłam takie wrażenie, tym bardziej, że uczyłam się jeździć pod domem. Tu mogę się pochwalić, że przy nauce co dziwne, ale nigdy się nie wywaliłam. Jakimś cudem się udało.

Z czasem stwierdziłam, że chce swój motocykl, a nie tylko nauczyć się jeździć. Tak, więc odkładałam kilka miesięcy na niego każdą zarobioną złotówkę.

Wreszcie na swoim!

Pierwsza jazda po asfalcie, jeździłam po mało ruchliwej drodze, jak nic nie było i zawracałam jak nie było aut w pobliżu z super widocznością. Szybko obniżaliśmy motocykl, bo wywalałam się czasami przy wolnych menerach i niszczyłam kierunki.

W weekendy jeździłam z chłopakiem, żeby nie jeździł sam. Jednak moim motocyklem ciężko było za nim nadarzyć, zmieniłam opony na kostkę i przełożenia na moc. Przyspieszyłam o 20 km/h w terenie, przestałam zakopywać się na piaskowych drogach. Jednak dalej zostawałam gdzieś w tyle, poza tym: Hej! on się bawi, a ja nie.

I tak przyszedł pomysł na crossa.

Tak, więc ponowne odkładanie i jest chiński cross 250cc. Wybrałam chińczyka, bo jest tani w utrzymaniu, a przede wszystkim jest dość mały i lekki. Poza tym da się go wzmocnić, ale o tym przy remoncie. Jak na razie jeszcze nie dotarłam do pełni jego możliwości. Glebę zaliczyłam na nim wielokrotnie, raz nawet zahaczyłam o drzewo (bez siniaków się nie obyło, ale grunt, że bez złamania), także zawsze ochraniacze, nawet brzydkie, ale wole ubrać.

Cross na śniegu
Śniegu dużo nie było, ale dosyć, aby spróbować jazdy po nim.

Jak dziś wygląda moja jazda?

Dziś jeżdżę raz motocyklem szosowym, a innym razem crossem – zależnie czy jadę w trasę czy poszaleć po bocznych drogach. Jazda po mieście to już nie problem. Często czuje się na nim lepiej niż w aucie, chyba szczególnie latem, heh.

Obawiam się głównie kierowców, niestety niektórzy zachowują się tak, że odnoszę wrażenie, że próbują mnie zabić. Jak dla mnie na moto trzeba być bardziej czujnym niż w samochodzie i ostrożnym, a przede wszystkim myśleć i przewidywać.

Nie żałuje też, że jeżdżę i się nauczyłam. Straszenie mnie wypadkiem też jest bez sensu, mam świadomość, że motocykle to niebezpieczne hobby i nie trzeba mnie pouczać. Poza tym można zginąć idąc chodnikiem od spadającej doniczki czy uderzając o coś głową, czy jakkolwiek inaczej, a jeżdżąc motocyklem nic się nie wydarzy. W życiu różnie bywa.

Tak, więc kończąc mogę powiedzieć, że motocykle jeszcze nie tak dawno w ogóle mnie nie kręciły, a nagle stały się moim hobby. Jedyne co mogę dodać to, że jak widać od „nie ma mowy” da się dotrzeć aż po motocykle i nimi jeździć. Wszystko się może zmienić i wszystko jest możliwe.

PS: Jeszcze jedno: to jeszcze nie koniec. Ciąg dalszy nastąpi…

Beata Pawłowska
znajdzsobiehobby@gmail.com